środa, 6 maja 2015

Pizza gryczana ze szparagami

Propozycja na pizzę lub foccacię bez użycia maki pszennej. Oczywiście jest to zniewaga dla pysznej włoskiej pizzy, ale muszę przyznać, że zniewaga smakuje całkiem nieźle!

 Przepis od Medytujemy, z którego korzystałam mówił o foccaci, ale miałam straszną ochotę na szparagi, a do tego w lodówce natknęłam się na kawałek gorgonzoli i oliwki. Wyszła więc pizza na grubym spodzie. Można ten przepis potraktować własnie jako foccacie, grubszy placek polany oliwą, obsypany sola, ewentualnie z dodatkiem oliwek. Można też rozpłaszczyć placek bardziej i dać więcej na wierzch - wyjdzie całkiem smaczna pizza na chrupiącym spodzie.


Składniki na ciasto: 

  • 2 szkl mąki gryczanej z kaszy nieprażonej
  • 0,5 szkl mąki jaglanej
  • 15 gr drożdży
  • 1  łyżka cukru lub słodu ryżowego
  • 1 łyżka łupiny babki płesznik (zastępuje gluten)
  • 2 łyżeczki soli morskiej

Mąki mieszamy z babką płesznik i solą. Drożdże ucieramy ze słodem i dodajemy do mąk. Dodajemy tyle letniej wody, by powstało klejące gęste ciasto. Wszystko możemy mieszać łyżką w misce. Przykrywamy miskę ściereczka i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30-60 minut aż ciasto wyrośnie. Po tym czasie ponownie mieszamy, by pozbyć się nadmiaru powietrza. Blachę do pieczenia smarujemy hojnie oliwą z oliwek, wykładamy ciasto, polewamy oliwą z wierzchu i rozpłaszczamy je dłońmi na grubość ok. 1-2cm lub mniej. Nakłuwamy spód widelcem.

Wierzch możemy w wersji saute posypać ziołami i solą lub poukładać i delikatnie powciskac w ciasto oliwki albo plasterki świeżego chilli. Taki placek to świetny dodatek do sałatki.

W wersji bardziej przypominającej pizzę ciasto ugniatamy na cieńszy placek, wierzch smarujemy sosem pomidorowym, a na nim układamy wszystkie ulubione dodatki. Ważne, by nie było ich zbyt dużo, bo ciasto pod ich ciężarem się nie dopiecze.

Wkładamy do mocno rozgrzanego piekarnika (250 stopni i termoobieg). Jeśli ciasto jest cienkie to wystarczy mu 7-10 minut, jeśli grubsze to około 15 minut. Ma być rumiane z wierzchu i mieć chrupiące brzegi. 







środa, 29 kwietnia 2015

Hummus z Jerozolimy

Autentyczny hummus prosto z Izraela. Przepis pochodzi z książki kucharskiej ,,Jerozolima", przepięknego albumu stworzonego przez dwóch rodowitych mieszkańców tego niezwykłego miasta. Tak piszą o sobie: ,,Obaj urodzili się tam, w tym samym roku, Sami we wschodniej arabskiej części, a Yotam w żydowskiej zachodniej. Niemal 30 lat później spotkali się w Londynie i odkryli, że łączy ich nie tylko język, ale również historia i pasja do gotowania. Dziś prowadzą razem cztery restauracje, mieszając swoje żydowskie i arabskie kulinarne dziedzictwa. „Jerozolima” jest wynikiem ich eksperymentów, a jednocześnie bardzo osobistą podróżą sentymentalną do rodzinnego miasta.".

,,Jerozolima" to doskonała podróż kulinarna po tym zakątku świata, pełna świetnych przepisów (nie tylko roślinnych) i inspirujących zdjęć. Od samego ogladania zdjęć ślinię się po pas, a przepisy trafiają w samo serce mojego kulinarnego gustu - dużo aromatycznych przypraw, warzyw, strączków, faszerowania, pieczenia, ciecierzyca, pasta tahini i bardzo słodkie słodycze. Polecam nawet nieszczególnie zainteresowanym kulturą Bliskiego Wschodu - historie i przepisy z tej książki są tak obrazowe, że z pewnością wciągną Was w zakamarki Jerozolimy i tak jak ja natychmiast zapragniecie zobaczyć to wszystko na własne oczy.


Składniki na hummus:


  • 250 g suszonej ciecierzycy
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 250 g jasnej pasty tahini
  • 4 łyzki soku z cytryny
  • 4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 100 ml lodowato zimnej wody
  • sól

Ciecierzycę namaczamy na noc w dużej misce w dwukrotnie wiekszej objętości zimnej wody. Następnego dnia ciecierzycę odcedzamy i wrzucamy do średniej wielkości grnka razem z łyżeczką sody oczyszczonej. Smażymy na sucho około 3 minuty, cały czas mieszając. Dodajemy 1,5 litra świeżej wody i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień i gotujemy do miękkości, od czasu do czasu zbierając z powierzchni szumy. Gotowa ciecierzyca powinna byc bardzo miekka, ale nie papkowata.

Po ugotowaniu ciecierzyce odcedzamy i miksujemy na sztywna pastę. Nie wyłączając miskera, powoli dodajemy tahini, sok z cytryny, czosnek i około 1 i 1/2 łyzeczki soli. Na koniec powoli dolewamy bardzo zimna wodę. Miksujemy jeszcze kilka minut, aż masa będzie idealnie kremowa i gładka. Przekładamy hummus do miseczki i odstawiamy do stęzenia na conajmniej godzinę. Przechowujemy do kilku dni w lodówce. 

Możemy podwać posypany ulubionymi przyprawami i skropiony oliwą, w towarzystwie świeżych warzyw. Smacznego!






poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Pesto z czosnku niedźwiedziego

Czosnek niedźwiedzi to jedna z pierwszych nowalijek. Raczej nie zdobędziemy go w supermarkecie, ale warto rozglądać się na targowiskach i w okolicznych warzywniakach. Jesli mamy ogródek, można go też posadzić, bo jest objęty ochroną i zbieranie go w lesie jest zabronione.

Czy warto się o niego postarać? Jasne! Czosnek niedźwiedzi to roślina niezwykła - ma wszystkie drogocenne właściwości zwykłego czosnku, a do tego mnóstwo innych korzyści, z których ja za podstawową uważam brak smrodliwości. Jego zielone listki, podobne do liści konwalii (te są trujące!), mają delikatny czosnkowy aromat i świetnie nadają się do sałatek i smarowideł. Do tego związki siarki zawarte w czosnku działają jak filtr - zbierają z organizmu metale ciężkie, nikotynę i inne świństwa i wyprowadzają je z organizmu znajomą wszystkim drogą. Siarka pomaga też w budowaniu tkanki łącznej i kolagenu, więc świetnie działa na stawy, skórę, włosy i paznokcie.

Jeśli nie czujecie się jeszcze w pełni wiosennie to gwarantuję, że kromka dobrego chleba z tym pesto i plasterkiem malinowego pomidora Wam w tym pomoże!

Składniki:
  • 100 gr poszatkowanych świeżych liści czosnku niedźwiedziego
  • 1 szklanka prażonych, zmielonych migdałów
  • 4 łyżki oleju z lnianki (lub lnianego)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2-3 łyżki płatków drożdżowych lub startego parmezanu
  • sól i pieprz do smaku
Migdały można kupić od razu zmielone albo uprażyć zwykłe na suchej patelni aż mocniej zbrązowieją, następnie zmielić w młynku do kawy/blenderze/mikserze.

Do zmielonych migdałow dodajemy pozostałe składniki i miksujemy az do uzyskania pesto. Jeśli będzie zbyt gęste to można dodac kilka łyżek wody lub więcej oleju.

Smacznego!





poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kaszotto z grzybami

Kaszotto to nic innego jak kasza przygotowana tak jak risotto. Kluczem do sukcesu jest powolne podlewanie kaszy/ryżu dobrej jakości bulionem, aż stanie się miękka. Z dodatkami można kombinować do woli, nie warto jednak z nimi przesadzać - w przypadku kaszotta i risotta siła tkwi w minimaliźmie i dobrej jakości składnikach.

Tym razem postawiłam na grzyby, najwyraźniej tak mnie nastroiły jesienne temperatury za oknem. Polecam używanie kaszy gryczanej nieprażonej - ma jaśniejszy kolor i delikatniejszy, mniej dominujący smak. Temperatura w czasie prażenia kaszy niszczy niektóre witaminy i minerały, a ta niepalona zachowuje wszystkie swoje drogocenne właściwości.

Dość długie sterczenie przy dolewaniu bulionu wynagrodziła opinia mojego najmilszego: ,,Jest tak dobre, że nie czuję braku mięsa".

Składniki (na ok. 6 porcji):

  • 2 szklanki kaszy gryczanej niepalonej
  • 50-60 gr suszonych grzybów
  • 1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • biała część pora
  • 1,5l bulionu warzywnego
  • duża garść orzechów włoskich
  • duża garść startego parmezanu
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 3 łyżki octu winnego lub pół szklanki białego wina
  • 1 łyżeczka suszonego lubczyku
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu (najlepiej świeżego)
  • sól, pieprz do smaku
  • natka pietruszki (opcjonalnie)

Suszone grzyby namaczamy przez kilka godzin, a nastepnie gotujemy w tej samej wodzie ok. 15-20 minut. Wodę z gotowania grzybów możemy dodać do bulionu - wzmocni to smak potrawy. 

W garnku z grubym dnem rozgrzewamy delikatnie oliwę, dodajemy posiekaną drobno cebulkę, pora i czosnek. Smażymy kilka minut aż się zeszklą i zaczną mocno pachnieć.

 Dodajemy 2 szklanki kaszy (surowej, można ją przepłukać pod bierzącą wodą) i mieszamy, aż oliwa obtoczy każde ziarenko. Dodajemy ocet winny lub wino i podsmażamy kilka minut, cały czas mieszając aż trochę odparuje.

Dodajemy chochelkę bulionu i mieszamy. Gdy kasza wchłonie cały bulion, dodajemy następną chochlę. Czynność powtarzamy aż kasza będzie miękka, pilnujemy by nie przywarła do dna. Na dwie szklanki kaszy zużyłam 1,5 litra bulionu warzywno-grzybowego. W międzyczasie doprawiamy solą, lubczykiem i rozmarynem. 

Na koniec dodajemy pokruszone orzechy, pocięte na paseczki grzyby, parmezan, świezo zmielony pieprz i ewentualnie posiekaną drobno natkę pietruszki.

Ja lubię bardziej zwartą konsystencję kaszotta, jeśli chcemy by było półpłynne, nie pozwalamy na całkowite wchłonięcie ostatniej porcji bulionu.

Smacznego!





środa, 15 kwietnia 2015

Makaron z sosem pomidorowym i ciecierzycą

Włoski sos do makaronu, z ciecierzycą zamiast mięsa, dla mnie odkrycie miesiąca!

Ciecierzyca to dobre źródło białka i błonnika, zawiera dużo potasu, pomaga w obniżaniu ciśnienia krwi, sprzyja trawieniu i nawet ugotowana, ma niski indeks glikemiczny. Do tego jest super smaczna i wielofunkcyjna - można robić z niej pyszne pasty, hummus, burgery, falafele, ciasta, ciasteczka, można ją w całości dodawać do zup i sałatek, można ją smażyć z przyprawami jako przekąskę, robić z niej nadzienie do pierogów i innych zawijasów, a w postaci mąki sprawdza się do wypieków i panierek. Wszystkie te funkcje przetestowałam i każde danie było dobre.

To mój strączek numer jeden, gdybym była szczupłą i piekną celebrytką, z chęcią reklamowałabym ciecierzycę w telewizji, bo jest i jesteś tego warta.

Składniki (dla 4 osób):
  • opakowanie makaronu z ryżu pełnoziarnistego (lub, wiadomo, innego)
  • 300 gr ugotowanej ciecierzycy + garść
  • szklanka czarnych oliwek
  • 2 puszki pomidorów
  • 2 cebule
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 świeża papryczka chilli
  • duża szczypta suszonej bazylii
  • duża szczypta suszonego oregano
  • garść świeżych listków bazylii
  • łyżeczka ksylitolu lub syropu z agawy
  • sól, pieprz 
  • 4 łyżki oliwy z oliwek

Ciecierzycę moczymy przez noc, następnego dnia gotujemy do miękkości w świeżej, nieosolonej wodzie. 

W głębokiej patelni szklimy na oliwie pokrojoną w kostkę cebulkę. Dodajemy drobno posiekany czosnek i chilli (bez pestek), smażymy 2 minuty. 

Ugotowaną ciecierzycę rozdrabniamy blenderem lub widelcem na małe kawałeczki (nie na pastę), garść ziaren zostawiamy w całości. Oliwki siekamy drobno i wraz z cieciorką dodajemy do cebulki. Podsmażamy wszystko kilka minut mieszając, doprawiamy suszonymi ziołami. 

Zalewamy składniki pomidorami z puszki, mieszamy i doprawiamy sola, pieprzem i cukrem (zawsze dodaję odrobinę czegos słodkiego do sosów pomidorowych, zeby zrównoważyc kwasowość). Redukujemy sos od czasu do czasu mieszając, aż woda odparuje i smaki sie połączą.

Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Podajemy polany sosem i posypany prawdziwym parmezanem (jeśli akurat dostaliśmy takowy od znajomych w prezencie z podróży do Włoch i nie jesteśmy wegańskimi dewotami), lub poprzestajemy na posiekanej świeżej bazylii.

Smacznego!


czwartek, 9 kwietnia 2015

Minestrone

Po ostatnim świątecznym obżarstwie przyszła pora na warzywno-owocowy detoks. Moja wersja minestrone - dość mocno pomidorowa, z dużą ilością warzyw, bo tak lubię. Błyskawiczna i banalna w wykonaniu, a co najważniejsze - smaczna i nie tuczy!

Składniki:
  • 2 duże marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1/2 selera
  • 1/2 dużej cukinii
  • 3 pomidory
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1,5 szklanki passaty pomidorowej
  • 3 łyżki warzyw suszonych
  • 1/4 łyżeczki asafetydy (opcjonalnie)
  • 4 łyżki oliwy
  • garść świeżej bazylii
  • sól, pieprz

Na oliwie szklimy posiekaną cebulę, czosnek i asafetydę. Dodajemy pokrojone w cienkie plasterki warzywa (poza cukinią). Dusimy chwilę pod przykryciem. Zalewamy wodą na wysokość warzyw, dodajemy pokrojone w kostkę, obrane ze skórki pomiudory i warzywa suszone. Gotujemy aż warzywa będą prawie miękkie, dorzucamy cukinię i passatę. Gotujemy jeszcze chwilę aż warzywa będą miekkie a cukinia al dente. Doprawiamy solą, pieprzem i bazylią. Smacznego!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Pasztet z fasoli

Pasztetów ze strączków było już na moim blogu kilka - ja najbradziej lubię ten. Dla tych, którzy nie przepadają za orzechami mam dziś propozycję bardziej klasyczną, z wielkanocną nutką szaleństwa, bo z dodatkiem chrzanu!

Składniki:
  • ok. 700 gr ugotowanej fasoli piękny jaś 
  • 1 kwaśne jabłko
  • 2 duże cebule
  • duża główka czosnku
  • 2 wsiowe jajka
  • 3 łyżki ostrego chrzanu (najlepiej utartego własnoręcznie)
  • 2 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego
  • sol, pieprz
Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni. Główkę czosnku pieczemy w całości około 30 minut, aż ząbki będą całkiem miękkie. 

Cebulę i obrane jabłko kroimy w kostkę i podsmażamy na złoto na 3 łyżkach oliwy. W misce łączymy fasolę, podduszone cebulkę z jabłkiem, wyciśnięty upieczony czosnek, chrzan, mąkę sól i pieprz. Żółtka oddzielamy od białek, dodajemy do fasoli i miksujemy wszystko na gładką masę. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Powoli dodajemy ubite białka do pasztetu i mieszamy. Na koniec wrzucamy otarte w dłoniach przyprawy. Przekładamy masę do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch wygładzamy i smarujemy łyżką oliwy. Pieczemy pasztet w 190 stopniach przez około godzinę, aż będzie rumiany. Smacznego!




środa, 1 kwietnia 2015

Surowy mazurek nutellowy

Mazurek bez zbóż, cukru, mleka. Najlepiej o smaku nutelli... Wystarczą przecież orzechy laskowe, kakao i coś słodzącego...

Ten okrutny pomysł wpadł mi do głowy niespodziewanie w trakcie pomagania w Rodzynku. I nie dawał spokoju. Długo nie czekałam z realizacją, a teraz jak najszybciej muszę go wywieźć z domu, bo stworzyłam POTWORA! Jest pyszny, bardzo słodki, troche ciągnący się, smakiem romansujący z nutellą i oczywiście super kaloryczny. Czyli w sam raz od święta :)

Składniki na spód:
  • 250 gr daktyli
  • 250 gr orzechów laskowych
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • mała szczypta soli
Składniki na masę:
  • puszka schłodzonego mleka kokosowego dobrej jakości (80% kokosa)
  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • 3 kopiaste łyżki kakao
  • 3 łyżki słodzidła (ja akurat miałam tylko syrop z agawy, ale może być ksylitol lub stewia), jeśli chcemy bardziej gorzką czekoladę to może być mniej
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • bakalie do dekoracji
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, orzechy wykładamy na blachę i pieczemy ok. 15 minut, aż się uprażą a skórka zacznie pękać. Studzimy i partiami ocieramy w rękach, aż pozbędziemy się skórek (są gorzkie, a tego nie chcemy). Nie jesteśmy nadgorliwi, wystarczy usunąć skórki w większości.

Daktyle zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na chwilę, aż zmiękną.

Orzechy miksujemy na okruchy, dodajemy dobrze odsączone (odciśnięte w rękach) z wody daktyle, rozpuszczony olej i sól. Miksujemy aż uzyskamy plastyczną masę, od czasu do czasu zgarniając ciasto ze ścianek urządzenia.

Formę smarujemy olejem kokosowym i wylepiamy masą na ok 1 cm (brzegi także wysokie na 1 cm). Przykrywamy wszystko folią spożywczą i chowamy do lodówki aż ciasto stwardnieje.

W garnuszku rozpuszczamy twardą część schłodzonego mleka kokosowego (wodę zostawiamy na inną okazję), dodajemy olej, słodzik i esencję waniliową. Nie zagotowujemy. Gdy krem bedzie gorący, zestawiamy z palnika, dodajemy kakao i mieszamy aż będzie gładki. 

Wylewamy masę na gotowy spód i odstawiamy aż wystygnie. Dekorujemy bakaliami i odstawiamy do lodówki (przykryte folią), najlepiej na całą noc. Przechowujemy w lodówce.

Ciasto dość mocno klei się do formy, dlatego najlepiej użyć takiej z ,,luźnym" spodem, lub ulepić brzegi ręcznie, bez foremki.

Smacznego!